Oświadczenie firmy Matt Job
Wpisany przez Ewa Urbańska
Pani Ewo,
Chcielibyśmy wyjaśnić kilka kwestii, które, mamy nadzieję, pomogą Pani zrozumieć naszą sytuację jako agencji pracy umieszczonej na Czarnej Liście. Agencja pracy często bywa brana za pracodawcę, a w rzeczywistości nie ma ona bezpośredniego wpływu na jego działania ani nie jest na bieżąco powiadamiana o wszystkim, co dzieje się na terenie zakładu pracy czy firmy, do której wysłała klientów. Agencja może odpowiadać za rzetelność pracodawcy tylko w stopniu ograniczonym, sprawdzając dokładnie jego wiarygodność przed zamieszczeniem oferty, ale dopiero wysłanie ludzi jest sprawdzianem prawdziwym. To co agencja może zrobić, jeżeli pracodawca rażąco zawiedzie, to natychmiast zerwać z nim współpracę i, jeśli są ku temu podstawy, wystąpić na drogę sądową. Podobnie jest z urzędami pracy - nie odpowiadają za wiarygodność ofert wywieszanych na tablicach ogłoszeń - nikt nie zagwarantuje klientowi, że pracodawca np. nagle nie zbankrutuje itp. Żeby agencja była w stanie podjąć jakiekolwiek kroki w kierunku zmiany niekorzystnej dla klienta sytuacji, musi zostać najpierw przez niego poinformowana o niewłaściwej realizacji warunków umowy przez pracodawcę. Podjęcie działań przez agencję nie jest równoznaczne z gwarancją skuteczności tych działań. Problem powstaje, gdy wiadomości przekazywane przez pracowników z miejsca pracy są diametralnie różne, od mocno krytycznych do bardzo pochlebnych. Tak stało się w naszym przypadku, w roku ubiegłym, kiedy wysyłaliśmy ludzi do S&A. Pracodawca brytyjski S&A Produce (UK) Ltd. i Agencja Pośrednictwa Pracy Matt-Job zostały przedstawione na Pani stronie jako firmy wyjątkowo nierzetelne i potencjalni oszuści na podstawie wypowiedzi zaledwie kilku osób, z których tylko jedna wyjechała za pośrednictwem naszej agencji.
Faktem natomiast jest, że każdego roku S&A zatrudnia ponad 3.000 osób z czego połowa zadowolona z warunków oferowanych przez firmę, podejmuje tam pracę w latach kolejnych. Matt-Job z kolei wysyła corocznie do S&A kilkuset ludzi, w tym sporą część stałych klientów. W przypadku prac sezonowych w rolnictwie najistotniejszym czynnikiem jest pogoda - ona bowiem decyduje o ilości godzin pracy i nikt nie ma na nią wpływu. Pracodawca, szczególnie na dużych farmach, nie jest w stanie zapewnić żadnych prac zastępczych, jeśli nie dopisze urodzaj i wspomniana wyżej aura. Z wszystkich typów prac w rolnictwie zbiory owoców i warzyw charakteryzują się najbardziej zmienną i niepewną liczbą godzin pracy. Trzeba mieć tego świadomość decydując się na wyjazd do pracy sezonowej. Jesteśmy w każdej chwili gotowi do rozmów z klientami na temat ich pracy na farmach S&A. Mogą odwiedzić naszą agencję i przedstawiać własne spostrzeżenia lub zarzuty. Zawsze bierzemy je pod uwagę. Bardzo chętnie przyjmujemy także podziękowania. W przypadku zarzutów jest jeden warunek – prosimy o przedstawianie konkretnych faktów, dat, nazwisk, odcinków płac i innych dowodów na poparcie swoich słów. Nie przyjmujemy natomiast anonimowych telefonów, nie podpisanych e-maili, skarg i zażaleń nie popartych wyżej wymienionymi dowodami. S&A zapewniło nas, że w razie potrzeby, udostępni nam dokumentację pracy danego klienta, czyli wydruki jego kart pracy, na których można sprawdzić liczbę godzin roboczych, zarobki, odliczenia od pensji. Dodatkowo mamy do dyspozycji rejestr incydentów w jakich brała udział dana osoba. Tym sposobem chcemy rozwiązać problem bezpodstawnych i anonimowych zarzutów, bo dostęp do akt pracy klienta pozwoli szybko zweryfikować wiarygodność jego słów. Przy ogólnie panującej w naszym kraju atmosferze nagonki na agencje pracy, z jej hasłem przewodnim „obóz pracy”, działa to bardzo niekorzystnie na rzecz pracodawców i pośredników, jeśli choć jedna osoba jest niezadowolona z wyjazdu. Pojedyncza subiektywna opinia na forum publicznym jest przyjmowana zazwyczaj jako pewnik. Niektórzy wydają się nie zauważać opinii pozytywnych lub neutralnych umieszczonych w tych samych artykułach lub wątkach - mamy tu między innymi na myśli forum internetowe opisujące S&A Produce (UK) Ltd. Podkreślamy jeszcze raz: absolutnie nie uważamy, iż wysyłanie ludzi do S&A było błędem. Twierdzimy tak, ponieważ co roku do tego właśnie pracodawcy wyjeżdża za naszym pośrednictwem coraz więcej osób bardzo zadowolonych z pobytu na farmie w latach poprzednich. Rok 2006 był wyjątkowo brzemienny w skutki dla agencji pracy na terenie całego kraju z powodu odkrycia farmy w San Carlo. Świetnie, że do tego odkrycia doszło, ale w późniejszym okresie mocno przeholowano - jak zawsze, oprócz właściwych motywów ukrócenia przestępczego procederu, doszła możliwość zarobienia na tym wydarzeniu ogromnych pieniędzy, którą media skrupulatnie wykorzystały naginając na potrzeby ciągłego przyciągania uwagi widzów i czytelników fakty, które byłyby czymś zupełnie innym i normalnym, gdyby tylko nie nadawano im smolistej barwy i nie okraszano budzącą grozę muzyką. Manipulacja opinią publiczną jest czymś, w czym środki masowego przekazu celują. Jeden fakt można przedstawić na tyle sposobów, że powstanie kilka zupełnie innych wersji danego wydarzenia i to właśnie zaczęło się dziać w mediach, jeśli chodzi o wyjazdy zarobkowe Polaków za granicę. Obecnie bycie ofiarą nieuczciwego pracodawcy czy agencji stało się w naszym kraju irytująco nagminne, a przecież sprawdzenie danej firmy, jak wspominaliśmy, nie jest trudne { KRAZ, WUP-y, strony internetowe pracodawców i pośredników, można zawsze poprosić o kontakt ze stałymi klientami, itd. }. A najważniejszy jest jak zawsze zdrowy rozsądek. Przy dużej ilości legalnie działających na rynku agencji i ogólnodostępnych przepisach jasno określających zasady pobierania od klientów pieniędzy, każdy może wybierać odpowiednią ofertę, na której się nie zawiedzie. Z doświadczenia wiemy, że ludzie w wielu przypadkach czytają treści umów i informatory pobieżnie, często bez zrozumienia, nie słuchają uważnie co się do nich mówi, nie zadają pytań, a potem mają nieuzasadnione pretensje. Narzekać jest o wiele łatwiej niż przyznać się do własnego zaniedbania, naiwności czy błędu. Osoba dorosła i odpowiedzialna wybierając się za granicę nie może liczyć na niańczenie jej na każdym kroku przez firmę pośredniczącą, a często płacąc wyłącznie za przejazd uważa ona, iż w ramach tej kwoty agencja powinna dopilnować spraw typu: „W kabinie nr 7 brakuje papieru toaletowego”. Podajemy autentyczny przykład. Bardzo razi nas to, gdy ktoś zarzuca nam i pracodawcy oszustwo, zarabiając czterokrotnie więcej niż w Polsce. Jest nam przykro, gdy słyszymy słowo „oszust” kierowane pod naszym adresem, po przeczytaniu przez kogoś kilku anonimowych wpisów na forum, na temat naszej agencji. Żaden człowiek, z kilkuset wysłanych przez nas w 2006 roku do S&A, nie złożył przeciwko nam oficjalnej skargi i nie pozwał nas do sądu za konkretne wykroczenie lub przestępstwo. Uważamy, że jedynie postępowanie karne dawałoby podstawy do umieszczenia nas na Czarnej Liście. Pracodawca, biorąc pod uwagę opinie swoich pracowników, dokonał w tym roku szeregu zmian mających udoskonalić system obsługi osób zatrudnionych na farmach i poprawić warunki ich pracy, np. zakłada każdemu indywidualne konta bankowe w Lloyd Bank’u, wyrabia karty kredytowe Visa i karty do bankomatów, zróżnicował opłaty za kwatery w zależności od standardu, przeszkolił większą ilość pracowników administracji mających nadzorować pracę, udzielać informacji i pomagać we wszelkich sprawach z jakimi zwracają się do nich zatrudnieni. System pracy został zreformowany, normy zadaniowe dostosowane są do jakości pól i ustalane na podstawie pracy zbieraczy. Nie ma problemu z uzyskaniem urlopu, oferowane jest pełne ubezpieczenie zdrowotne po bardzo przystępnych cenach, wystawiane przez przedstawiciela firmy ubezpieczeniowej na farmach, dla tych, którzy nie mogli pozwolić sobie na jego wyrobienie przed wyjazdem, od nowoprzyjezdych nie pobiera się z góry żadnych opłat, pobierane są one dopiero z wypłat. Pracodawca planuje rozwiązanie największego bodaj problemu czyli zwiększonego zapotrzebowania na pracowników na przypadający w czerwcu szczyt sezonu, kiedy ilość pracy wzrasta w krótkim czasie niemal dwukrotnie, poprzez krótkie 3-4 tygodniowe kontrakty z refundowanymi przejazdami w obie strony. Pracodawca zaprosił przedstawicielkę EURES-u z Gdańska, która 05.06 wizytowała farmy w celu zebrania opinii od pracowników, mające pozwolić jej na podjęcie decyzji o ewentualnej współpracy EURES-u z S&A. Jesteśmy przekonani, że ta wizyta również pomoże S&A i naszej agencji w przekonaniu zniechęconych zeszłym rokiem klientów do tego, że podjęte zostały konkretne działania w celu zapewnienia pracownikom znacznie lepszych warunków wyjazdu i zatrudnienia. Warto jeszcze dodać, że obraz przedstawiony na forum dotyczącym S&A nie jest pełny. Nie mówi się o tym, że w tym samym miejscu, które zyskało u niektórych pracowników miano obozu pracy dochodziło często do poważnych nadużyć ze strony zatrudnionych tam ludzi. Zdarzały się kradzieże, zarówno na farmie jak i w pobliskich sklepach, pobicia, nadużywanie alkoholu, nieusprawiedliwione nieobecności w pracy, fałszowanie kart pracy przez skanowanie pustych skrzynek lub dosypywanie ziemi do paczek z truskawkami, niszczenie mienia, demolowanie kwater, wyłudzenia pieniędzy od współpracowników, celowe wprowadzanie w błąd czy wręcz zastraszanie przyjeżdżających grup przez podawanie im nieprawdziwych negatywnych informacji dotyczących warunków pracy na farmie, co miało na celu zniechęcenie tych osób do firmy i skłonienie do powrotu do kraju, nawet bez próby podjęcia pracy. Posiadamy informację od naocznych świadków, że podobny incydent miał miejsce także w tym roku. Nie dotyczy to zresztą wyłącznie S&A Produce (UK) Ltd., chcemy tylko pokazać, że ocena sytuacji nie powinna być wyłącznie jednostronna. Jest kilka innych spraw, które wydają się nam godne sprostowania w przypadku danych na Pani stronie. W informacji, jakiej udzielają osoby odpowiedzialne za zamieszczenie S&A i naszej agencji na Czarnej Liście wymienione są opłaty pobierane od nich przez pośrednika. Kwoty te mają niewiele wspólnego z opłatami, jakie obowiązywały przez cały rok 2006 u nas, a tym bardziej tymi jakie obowiązują aktualnie.
W 2006 roku pobieraliśmy:
- 480 zł za transport w 1 stronę
- 70 zł za ubezpieczenie na 1 miesiąc według stawki PZU
- 150 zł za tłumaczenie dokumentów
To daje w sumie 700 zł a nie 2.000, jak przedstawiono to na Pani stronie.
W bieżącym roku koszt wyjazdu w naszej agencji został zminimalizowany do 440 zł. Jest to jedynie opłata za przejazd bez przesiadek. Każdemu kandydatowi pozostawia się wybór czy chce być ubezpieczony i czy chce jechać z nami czy dostać się na farmę samodzielnie. Wyjazd na własną rękę wynosi:
Polska-Londyn autokarem ok. 300 zł
Londyn-Hereford autokarem ok. 100 zł
Hereford-Marden/Brierley taksówką ok. 50 zł
Razem ok. 450 zł { w tym dwie przesiadki }.
Nasza agencja pobiera pieniądze za bilet w 1 stronę, ponieważ każdy ma na farmie możliwość przedłużenia lub skrócenia kontraktu, więc opłata za bilet na konkretną datę powrotu tej możliwości już mu nie pozostawia. Autokar nie może też pojechać po jedną czy kilka osób ze względu na zbyt wysokie koszty, musi to być grupa, ponieważ nasz autobus jedzie zawsze w 1 stronę na pusto, gdyż nie jest to regularna linia tylko przewóz okazjonalny. Cena dwustronnego biletu u innego przewoźnika może być niższa, co niektórzy nam zarzucali, nie biorąc pod uwagę tego, że w regularnej linii przewoźnik zawsze zabiera pasażerów w obie strony, co pozwala mu na obniżenie ceny. Mieliśmy również w tym roku 2 wyjazdy, gdzie pracodawca pokrywał koszty podróży w 1 stronę. Ze 160 zapisanych osób nie pojechało 50. Osoby te potwierdziły gotowość do wyjazdu na dzień przed terminem, ale nie zgłosiły się na przystanki. Pracodawca wydał niepotrzebnie kilkanaście tysięcy złotych i dlatego zrezygnował ze sponsorowania następnych grup. Zarzuty stawiane pracodawcy, że w niektórych kwaterach i ubikacjach panuje brud, są zupełnym nieporozumieniem, bowiem utrzymanie czystości we własnym mieszkaniu należy tylko i wyłącznie do samego pracownika. Służby porządkowe sprzątają jedynie teren obozowiska. Awarie powodujące przerwy w dostawach prądu występują, jak wszędzie na świecie, należy taki fakt zgłosić w administracji i usterka zostaje usunięta. Osoby z mocno wybujałą wyobraźnią sugerujące, że do siatki z drutem kolczastym otaczającym farmy podłączane jest wysokie napięcie informujemy, iż siatka i drut są, ale bynajmniej nie podłączone do prądu i mają na celu zabezpieczenie obozowiska przed wtargnięciem na jego teren osób niezatrudnionych. Każdy duży zakład pracy posiada podobne zabezpieczenia i wyrabia przepustki uprawniające do wejścia na jego teren i później jego opuszczenia. Funkcję ochronną i porządkową pełnią również służby mundurowe prowadzące stały, całodobowy dozór nad obozowiskiem. Gdyby teren nie był zabezpieczony, ze swobodnym dostępem dla wszystkich nieuprawnionych, z pewnością pojawiłyby się głosy protestujące przeciwko takiemu zaniedbaniu ze strony pracodawcy. Odnośnie możliwości opuszczenia farmy - okres wypowiedzenia ze strony pracownika to 1 tydzień. W tym czasie zostaje on rozliczony z poprzedniego tygodnia pracy. Zbieranie dowodów tożsamości przez personel farmy po przyjeździe grupy, ma na celu zarejestrowanie osób i wyrobienie im identyfikatorów, a nie uniemożliwienie opuszczenia farmy. Dokumenty oddawane są następnego dnia razem z kartami identyfikacyjnymi podczas spotkania informacyjno-szkoleniowego. Podobnie ma się sprawa z wysyłaniem dokumentów tożsamości do urzędu Home Office - odpowiednika polskiego MSWiA, który wyrabia numer WRS { Workers Registration Scheme } czyli brytyjski odpowiednik polskiego NIP-u i nadaje numer narodowego ubezpieczenia zdrowotnego { NIN - National Insurance Number }. Każdy, kto podejmuje pracę na terenie Wielkiej Brytanii na okres dłuższy niż 1 miesiąc, ma obowiązek wysłania odpowiedniego formularza i dowodu tożsamości czyli paszportu lub nowego dowodu osobistego do Home Office, który po około 2 tygodniach odsyła dowód tożsamości i w/w dokumenty pozwalające na kontynuację legalnego zatrudnienia. Na ich podstawie rząd brytyjski ściąga od pracownika podatek dochodowy i składki na ubezpieczenie zdrowotne. Koszt wyrobienia w/w dokumentów to 70 GBP i nie jest to absolutnie opłata dla pracodawcy, jak insynuowano. Odniesiemy się na koniec do pewnych kwot wymienionych na stronie oszukany.pl w kosztach wyjazdu do S&A: I. Zaświadczenie o niekaralności jest dokumentem wymaganym przez większość pracodawców nawet na terenie Polski i kosztuje 50 zł. Jest to opłata pobierana przez sąd, więc wliczanie jej w opłaty wymagane przez agencję jest pomyłką. Przy podejmowaniu pracy jest to wymóg standardowy, podobnie zresztą jak zdjęcie. Brakuje tutaj tylko tego, że osoba nie posiadająca paszportu czy dowodu obarczy agencję winą za koszty wyrobienia tego dokumentu przed podróżą. II. Zaświadczenie lekarskie płatne, to ewenement. 99.9 % naszych kandydatów zdobyła zaświadczenie u lekarza rodzinnego zupełnie za darmo. Nie jest to zaświadczenie medycyny pracy tylko najprostszy z możliwych druczek, gdzie lekarz stwierdza, że osoba nadaje się do pracy fizycznej. III. Koszty żywności, którą osoby wyjeżdżające zabierały do Anglii zsumowano z opłatami agencji wyłącznie dla podkreślenia efektu olbrzymiej wysokości ogólnej ceny. Przecież gdyby osoby te zostały w Polsce, to chyba nie głodowałyby przez 2 tygodnie ? Czy ktoś mieszka tu czy za granicą koszty żywności, zakwaterowania i mediów trzeba opłacać. IV. 70 GBP zabierane na drogę. Gdy się wyjeżdża 2.000 km od domu, jakaś rozsądna kwota { nie musi to być dokładnie 70 GBP } w walucie kraju docelowego jest konieczna, chociażby na wypadek nieprzewidzianego wcześniejszego powrotu. Sugerowanie przez pracowników agencji i pracodawców zabierania jakiejś gotówki, nie jest podnoszeniem kosztów wyjazdu tylko zwykłą dobrą radą, a pieniądze te można przywieźć z powrotem do kraju. Pracodawca pobierał w tamtym roku kaucję zwrotną na wypadek zniszczenia mienia przez pracownika, ale jeśli ktoś nie miał pieniędzy po przyjeździe, ściągano mu tę opłatę z pensji. Nie wiemy jak inne agencje umawiały się z S&A, nasi ludzie nie musieli płacić na wstępie żadnych pieniędzy, wszystko było ściągane z wypłat. W tym roku S&A nie pobiera kaucji. Przedstawiliśmy chyba w wystarczającym stopniu obraz sytuacji podkreślający to, o czym nikt nie powinien zapominać czyli, że kwestia dobry-zły pośrednik nie zawsze jest prosta w osądzie, bo w grę wchodzi mnóstwo czynników niewidocznych przy jednostronnym lub powierzchownym spojrzeniu na sprawę. Bardzo zależy nam również na tym, żeby zauważono jak subiektywna i nieścisła opinia pojedynczych osób może w sposób niezamierzony negatywnie zniekształcić odbiór tematu przez całą rzeszę ludzi, choć w intencji miała zdziałać wyłącznie coś dobrego. Pani Ewo, rozumiemy powody z jakich zamieściła Pani Agencję Matt-Job i S&A Produce (UK) Ltd. na swojej Czarnej Liście kierując się ideą walki z plagą autentycznych oszustów.
Szanujemy również to, że nie ingeruje Pani w treść wypowiedzi na forum, jednak prosimy o weryfikację oceny działalności obu firm na podstawie wszystkich otrzymanych przez Panią informacji. Mamy nadzieję, iż planowana rozmowa przedstawicielki EURES-u, która przeprowadzała wizytację na terenie farm S&A Produce (UK ) Ltd., z Panią, pozwoli rozwiać wątpliwości, oddzielić fakty od opinii i oczyścić nas z nieuzasadnionych zarzutów.
Z góry dziękujemy za obiektywne podejście do sprawy.
Z wyrazami szacunku
Pracownicy Agencji Pośrednictwa Pracy „Matt-Job”
Kościuszki 31
38-200 Jasło
| < Poprzednia |
|---|





Komentarze
120 gbp to jest 600 zł czyli 2.400 zł na miesiąc. jeśli to jest ten kiepski wariant to ja chcę pracować w takiej firmie :)
JA PRACOWAŁAM PRZY CHRYZANTEMACH. SZCZERZE MOWIAC TO PORAŻKA TOTALNA !!! NIE JEDŹ BO SZYBCIEJ WRÓCISZ NIŻ MYSLISZ...:/ W MATT-JOB-ie MOWIA, ZE JEST 200 EURO TYGODNIOWO A CZASAMI NAWET I TYLE NIE MA! ZA MIESZKANIE I TAK MUSISZ ZAPŁACIĆ. JA BYM SIĘ POWAŻNIE ZASTANOWIŁA NAD TYM WYJAZDEM....Pozdrawiam !
Tez sie wybieram do Holandii do szklarni i to już w tym tygodniu wyjezdzam. Z tego co slyszałam warunki mieszkalne super. w pracy jest 6 tygodni na naukę pauzowania itp. Pracodawca nie popędza, chodzi o to żeby być dokładnym:)
Jeśli chodzi o zarobki, to zależy ile masz lat bo są różne stawki:)
Ja byłam z Matt-Job we Francji na winobraniu i byłam zadowolona tak, że myśle, że teraz też nie powinno być żle tylko trzeba mieć chęci do pracy:)
Mimo wszystko wszystkich odwaznych pozdrawiam, i zycze powodzenia bo bedzie wam potrzebne.
no chyba ze payslip w wysokosci srednio na tydzien 120 gbp jest zadawalajacy
pozdrawiam wszystkich ktorzy tez wdepli
jeśli natomiast masz dwie lewe ręce, nic Ci się nie chce i generalnie liczysz na to, że Ci zapłacą bo jesteś fajna i Ci się należy jak psu kość - to nie jedź, bo możesz się rozczarować...
Chleba też nie trzeba kupować w sklepie. Można sobie upiec w każdym piekarniku!
Agencja załatwia formalności za kogoś, kto nie ma o tym pojęcia. Znajduje pracę komuś, kto od 2 lat jest na bezrobociu. Jeśli ty masz pracę, to się ciesz. Są inni, którzy tego potrzebują.
Ale co ci będę tłumaczył. Przecież jesteś \"miszczem\" (arcypierdolmis trzem)
holendrzy sa nieczytaci nie pisacii ale tyle ich ze paszport maja a ten nr. sofii do jak papier toaletowy w tych czasach nic niewart polonia jest tak rozbestwiona ze az strach niewiem jak jest u innych ludzie sa roznii ale agencjii w tych czasach niepolecam jesli ktos ma rodzine za granica to juz lepiej ale placiic takie pieniadze mowy niema lepiej nieplacic i jechac samochodem i nie samemu a z kims ze znajomym nie samemu bo zostaniecie na tzw lodzie i jak zwal tak zwal jeden placze , drugi zaciera rece ze ma po kims miejsce jak go nie sila to psychika ok powodzonka. Ps. niepolecam nikomu kto niezna realiow pracy i zasad posrednikow polskich i zagranicznych ....pobutka ludzie to nie czasy na wyjazdy to juz ochlapy zostaly z powazaniem Martin NL powodzenia i czytajcie wiecej o ludziach za granica a najlepiej zdala od poloni za granica najlepiej solo pa lobuzy z cholandii szacunek dla tych co szykaja suchego chleba dzis za granica paaaaa
Wszyscy piszą że jadą, nikt nie pisze z tych co wrócili, czyżby nikt z tamtąd nie wrócił? Otórz aż tak źle nie jest, aczkolwiek dobrze wcale.
Teraz wyjaśnienie: Firma matt-job dokładnie wie co robi, czyli wysyła ludzi na turnusy, wycieczki itp.... za granice więc nie tylko do anglii, ale na cały świat. Szukają ogłoszeń w necie i nie tylko gdzie jest praca za granicą, kontaktują się z firmami w świecie i wysyłają tam ludzi czyli potencjalnych pracowników, przy czym nie biorą odpowiedzialnoś ci za nic prócz dosterczenia delikwenta na miejsce. Delikwent trafia do angielskiego (w przypadku anglii) pośrednika pracy ale zakwaterowanie mu zapewniają za co pobierają opłaty. O ile ktoś ma szczęście to trafi do dobrego farmera i zarobi ale o takich coraz trudniej a jak nie ma szczęścia to zarobi na bilet powrotny i powraca czysty goły i nie wesoły.
z pewnością oszuści
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.